Sacro-polo

data publikacji: 14.04.2013 20:00 autor: Filip Pawlak
Nigdy nie brałem udziału w pielgrzymce. Po premierze „Katechizmu Białego Człowieka” wiem już jak wiele straciłem! To niezapomniane wydarzenie powinno stać się zwyczajem szanującego człowieka. Polaka. Katolika. Spektakl, rzecz jasna. Okazuję się, że publiczność zgromadzona w kameralnej sali Teatru Korez, zapłaciła nie za bilety na spektakl, a rzecz jasna za niezwykłą duchową podróż organizowaną przez firmę „Pielgrzymka z Klasą Piotr Gawron sp. Z.O.O.” Nad cnotliwym i prawym przebiegiem naszej wyprawy czuwa tajemniczy Ksiądz Marek. Kontaktując się telefonicznie z najsłodszym akwizytorem katolickim, Piotrem Gawronem (Hubert Bronicki) donosi o kolejnych opóźnieniach autokaru. Pozostaje nam poczekać, aż upragniony autobus przyjedzie. Lecz jeśli już czekamy, to aż żal nie wykorzystać tak dobrej okazji, aby porozmawiać jak to w polskiej rodzinie o polskości wypada! To co, może zaśpiewamy?…

Najnowsza premiera z cyklu Młoda Scena Teatru Korez to ważny głos w debacie o polskiej religijności. Temat to dalej drażliwy i nośny. W końcu bycie wierzącym deklaruje większość narodu, ale w „deklarowaniu to jesteśmy najlepsi” konkluduje Piotr. Postać zagrana przez Huberta Bronickiego jest autentyczna do bólu. To urzeczywistniona mara senna Palikota i całej lewicy. Nawiedzony organizator, wierzący w swą misję, mogący na mieście zostawiać wlepki z napisem „Katolicyzm-walczący”. W swoim obłędnym monologu przybliża większość aktualnych zarzutów rzucanych pod adresem Kościoła. Broni swojej racji, posługując się logiką rodem z komentarzy na internetowych forach. Pod płaszczykiem inteligenckiej mowy i nie schodzącego z twarzy dobrotliwego uśmiechu, w spokojnej postaci Piotra czai się ogrom nienawiści. 

Religia od zawsze kusiła radykalizmem. Możliwość walki za wiarę (z możliwością poniesienia ofiary) jest zwłaszcza dla ludzi o wąskich horyzontach, szybką drogą wzwyż hierarchii. Ofiarność i oddanie się sprawie gwarantuje sukces w pewnych kręgach. Stąd biorą się ksenofobia, zacofanie i nacjonalistyczne ruchy – agresja jest świetlistą ścieżką do uznania za guru. Piotr ze swoim bezgranicznym oddaniem jest bliski bycia świętszym od samego Boga. Oprócz tego jest sztandarowym wręcz przykładem „wiary-maryjkowej”. Religii pojmowanej powierzchownie, bez wewnętrznej przemiany i idącej za tym filozofii. 

„Katechizm Białego Człowieka” reżyserowany przez Mirosława Neinerta to mocny monodram. Wystawienie go w minimalistycznej scenografii, opierając się głównie na aktorstwie Huberta Bronickiego było dość ryzykowne. Dzięki Bogu (!) udaje się uniknąć pułapki większości monodramów – dłużyzn, braku spójności, czy nierównego tępa. Tutaj wszystko do siebie pasuje, choć po 30 minutach spektaklu możemy spokojnie przewidywać jego ciąg dalszy. Trudno tutaj o cuda, publiczność jest wymagająca, a minimalizm na dłuższą metę po prostu nudzi. Aby tak się nie stało spektakl obfituje w interakcję z widownią. Raz za razem widzowie zmuszeni są do „anonimowego podniesienia ręki” czy zaśpiewania kiczowatej religijnej pieśni. To pomaga utrzymać napięcie, lecz boję się o spektakl jeśli widownia nie będzie skłonna do współuczestniczenia w nim. 

Tekst Jarosława Murawskiego mieści w sobie mnogość problemów, mamy styczność z syntezą ludzi ze znanej prawicowej partii, z środowiskiem skupionym pamiętnego dnia na Krakowskim Przedmieściu oraz do tego idealnego marketingowca. Te wszystkie role w jednej bierze na barki jeden aktor. Hubert przyciąga uwagę niezwykłą energią jaka bije od niego ze sceny, oraz świetną mimiką, jakiej pozazdrościłby niejeden PR-owiec. 

Utopijne pytanie, czy świat nie byłby piękniejszy gdyby wszyscy byli katolikami, jest centrum tego spektaklu. „Katechizm…” przez niektórych może zostać odebrany jako zniewaga Kościoła i sztuka reżyserowana przez samego diabła. Lecz osobiście bliższy jestem opinii, że jest to gorzka ocena całej społeczności religijnej, w większości obrzydliwie powierzchownej, niedającej sobie rady we współczesnym świecie, która zamiast problemy rozwiązywać, woli krzyczeć o ich braku i zadawać sobie kuriozalne pytania z serii „Czy katolik musi pomodlić się przed zjedzeniem kebaba”? 

Filip Pawlak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s