Zabawna, przestraszona i groźna

„Katechizm Białego Człowieka” w reż. Mirosława Neinerta Teatru Rawa, w ramach projektu Młoda Scena Teatru Korez w Katowicach. Pisze Witold Kociński w Śląsku.

Bracia i Siostry! Drodzy Pielgrzymi!

Dołóżcie starań, by wziąć udział w tym wspaniałym, modlitewnym spotkaniu organizowanym przez firmę „Pielgrzymka z Klasą Piotr Gawron sp. zo.o. „pod duchowym przewodnictwem Księdza Marka. Za cenę biletu wstępu macie szansę na zbawienie, a ponadto wykupiony obiad w hotelu ” Pod Strzechą „, gdzie dostąpicie okazji zakupu po promocyjnych cenach innowacyjnych technologicznie garnków Perptera. Tegoroczna Pielgrzymka odbędzie się w intencji obrony wiary i wolności naszej Ojczyzny – Polski, matki, która wiele wycierpiała i wciąż na nowo cierpi.

Tak wita nas bohater monodramu zatytułowanego „Katechizm Białego Człowieka”. Potem jest już tylko coraz śmieszniej i… straszniej. Widzowie są owymi pielgrzymami, a znakomity aktor Hubert Bronicki naszym przewodnikiem. Jak to zwykle bywa autokar się spóźnia i musimy wysłuchać jego życiowych mądrości, myślątek, od których włos się czasem jeży na głowie. Autor tekstu Jarosław Murawski nagromadził mnóstwo absurdalnych sytuacji, bywa chaotyczny i mało konsekwentny, nie chce zranić ani wierzących ani niewierzących, pragnie ośmieszyć całe zło wszechogarniającego nas zakłamania. Często się potyka. Czasem popada w drętwą publicystykę (z zawodu jest dziennikarzem), czasem za wysoko szybuje ku niebu. Może to jednak celowy zabieg. Tekst daje bowiem aktorowi wspaniałe pole do popisu. Hubert Bronicki (ten nasz pożal się Boże przewodnik) często stąpa nad przepaścią, ale nigdy nie przekracza cienkiej linii błazenady i przerysowania. Gra mocno, ale nie „kubłami”. Wykreowany przez niego bohater taki po prostu jest, to twór otaczającej go rzeczywistości. Żyje w kraju, gdzie byle pętak publicznie opluwa znamienitych Polaków i nie ponosi odpowiedzialności (to przecież wolna i demokratyczna Polska), wręcz przeciwnie – im ktoś jest większym chamem i rzuca najmocniejsze bluzgi staje się twarzą mediów i to absolutnie wszystkich. Zamiast nie zauważać tych wygłupów i pozwolić im odejść w niepamięć, powtarzane są na okrągło. Kłamstwo staje się prawdą, a prawdę każdy ma swoją. Liczą się tylko negatywne informacje: morderstwa, rozboje, kradzieże, kłótnie, kryzys gospodarczy, polityczny i moralny. Jak tu żyć i nie zgłupieć?

Młody człowiek, któremu ciągle odbiera się autorytety i bombardowany jest częściej złem niż dobrem przestaje cokolwiek rozumieć. Rządzą nami komuniści czy nie rządzą, czy kościół to jeszcze dom Boga i miejsce modlitwy? Paple więc ten nasz bohater o Polsce, opowiada o swoim nawróceniu i o tym jaki należy mieć stosunek do wszelkiej maści mniejszości i ras (Czy porządny chrześcijanin powinien myśleć o Murzynach? Ja często myślę o Murzynach. I o innych, którym nie było dane poznać wiary Chrystusa. Żal mi ich.). Oczywiście szanować, szanować, no ale bez przesady i z bezpiecznej odległości, no a przede wszystkim zachować czujność. Jak my to dobrze znamy.

Piotr Gawron ma problem: czy należy się modlić przed zjedzeniem kebaba (Arabowie nienawidzą chrześcijan, dlatego celowo nie domywają sałat, żeby nas te ich afrykańskie bakterie załatwiły. Ostatnio ktoś mnie pytał, czy należy modlić się przed zjedzeniem kebaba. Pani się śmieje, ale to wcale nie jest śmieszne pytanie), przekonuje, że zamiast jednej reżimowej telewizji, jak za komuny, mamy obecnie same reżimowe z wyjątkiem jednej. Kwestionuje polityczną poprawność, przywołując dziennikarskie relacje z olimpiady w Londynie, gdzie Henryka Szósta określano jako najszybszego Europejczyka w maratonie i zachęca do robienia szpilką dziur w prezerwatywach (Prezerwatywy powinniśmy rozdawać, ale dziurawe. No ile to kioskarkę kosztuje, żeby podziurawić? Nic nie kosztuje, a czyn patriotyczny. I do zbawienia bliżej).

W wywiadzie dla PAP autor sztuki powiedział: Staram się wejść w głowę tego Polaka, który dostaje zewsząd multum sprzecznych informacji. Z jednej strony idzie na mszę do kościoła, gdzie dostaje pewien przekaz tego, jak należy rozumieć rzeczywistość, czasami jak należy głosować, a potem idzie na ulicę czy czyta gazetę i dostaje kompletnie inne informacje. To niesamowite zderzenie, które prowadzi czasem do tego, że w jednej głowie rodzą się sprzeczne idee – np. chrześcijanin popiera in vitro. Bohater monodramu gada dostosowując zasady do własnych potrzeb: Ja jestem za in vitro. Tylko dla polskich par. dwupłciowych i wierzących. Księża? Zmienią zdanie jak się zorientują, że to nam może pomóc. Jak się nie będziemy rozmnażać, zrobią to za nas muzułmanie. I zamiast kościołów będziemy mieć meczety i zawodzenie z samego rana. Nie będzie już można w Polsce spać spokojnie. Tego chcecie?(…) Ja potrafię otwarcie mówić o uczuciach. I o seksie. Skoro istnieje coś takiego jak seks i mamy z tego przyjemność, to znaczy, że Bóg tak chciał.

„Katechizm Białego Człowieka” to prywatna, niezależna i odważna realizacja Teatru Rawa prezentowana na scenie Teatru Korez w ramach projektu Młoda Scena Teatru Korez.

Reżyser Mirosław Neinert i aktor Hubert Bronicki wciągają widownię do aktywnego uczestnictwa. Na pytanie: Kto był w ostatnią niedzielę w kościele?- podnosi ręce prawie połowa sali. Przyznanie opłaca się – dostajemy pyszne czekoladki, ale już na pytanie: Czy są pederaści? Milczenie. Nikt nie podniósł ręki. – Nie ma – cieszy się nasz przewodnik. Czy jest religia na maturze?… Jest! Jest! Jest! – skacze z radości cicerone. Raz jego radość jest prawdziwa, to znowu odpychająco fałszywa.

Pod czujnym reżyserskim okiem niezwykle popularnego i wspaniałego artysty, twórcy Korezu – Mirosława Neinerta „Katechizm Białego Człowieka” nie obraża niczyich uczuć, nikogo nie opluwa. To pełne pasji skromne przedstawienie zadziwia często całkiem maleńkimi ale jakże smakowitymi reżyserskimi pomysłami. Dobra zabawa sprawia, że widzowie czują się świetnie, zarówno ci wierzący, jak i nie. Jednak tego krzyku, bo jest to rozdzierające wołanie młodych ludzi – autora i aktora – o zgodę, porozumienie i prawdę – nie wolno lekceważyć!

Wędrówka po naszych fobiach, lękach i ksenofobiach, na którą zabiera nas Hubert Bronicki, to pielgrzymka -jak mówi Mirosław Neinert – po Polsce, która jest obok nas, chociaż często jej nie dostrzegamy. Jest obok – groźna, przestraszona i śmieszna. Pielgrzymka to i straszna i bardzo zabawna. Załóżcie wygodne obuwie, zabierzcie pelerynę, prowiant i w drogę. Warto.

Po powrocie do domu raz jeszcze sami wszystko przemyślmy i absolutnie nie włączajmy TV, nawet na dobry film, w każdej chwili bowiem możemy dostać po głowie, choćby od twórców obrażających nas reklam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s